Magica stchórzyła, nie chciała walczyć. Czyli wygrywam walkowerem. No cóż, z jednej strony fajnie, ale z drugiej strony, przez tego tchórza, znowu się nudzę. Szkoda...w poszukiwaniu rozrywki, poszedłem nad jezioro, i znowu zacząłem liczyć ryby. Ale ile można! Codziennie to samo! Zero akcji! Szybko wróciłem do swojej jaskini.Przed nią, zobaczyłem obcego kota. Gdy mnie zobaczył, pokazał kły i zaczął warczeć.
-A warcz sobie warcz! Ale wypad mi stąd!- krzyknąłem powarkując
-Sam spadaj! To moja jaskinia!- warknął niepewnie
-A udowodnić Ci, że moja?!
-Dobra, dobra, sorry, już idę!
Uciekł z podkulonym ogonem. No, więc nie miałem racji, tu zawsze jest fajnie i coś się dzieje. No może nie licząc tych rzadkich sytuacji...i tak to jest najfajniejsze stado w jakim byłem. W innych za coś takiego pewnie znowu była by draka. A tu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz